W przeciągu najbliższych dwóch lat Mercedes zapowiada aż 30 rynkowych nowości. Część z nich oznacza powrót do ofensywy w segmentach mniejszych aut, które w ostatnich latach ten gigant premium sobie odpuścił. Sprawdziłem, czego się po nich spodziewać podczas pierwszego kontaktu z elektrycznymi CLA Shooting Brake, GLB i GLC.
W ostatnich latach prezes Mercedesa przebąkiwał o planach wygaszania produkcji mniejszych modeli, tak żeby skupić się na tych bardziej prestiżowych i dochodowych. Ostatecznie jednak jego strategia brzmi "idziemy na całość na każdym froncie".
W przeciągu najbliższych dwóch lat najstarszy producent samochodów na świecie wprowadzi na rynek lub odświeży aż około 30 pozycji. Już wkrótce zobaczymy między innymi gruntownie odświeżoną klasę S czy topową odmianę AMG klasy CLE. Rok 2026 Mercedesowi upłynie jednak głównie pod ważnymi debiutami nowych modeli, które kończą się na literki A, B i C.
Podczas pierwszego kontaktu z nimi na polskiej ziemi zapoznałem się z ich wersjami elektrycznymi, choć z czasem pojawią się również spalinowe (a dla GLC – kto wie, kto wie, może nawet diesel…).
Jak poznać, że są to Mercedesy ładowane z gniazdka? Otóż nowość polega na tym, że nie jest to już takie proste. Niemcy zmieniają waśnie całkowicie swoją strategię dotyczącą modeli tego typu. Po fali przypominających wieloryby na drodze, anonimowych z wyglądu elektryków typu EQE czy EQS, teraz producent dąży do ujednolicenia konstrukcji z różnymi typami napędów.
Nowy CLA Shooting Brake: stylowe kombi już nie takie małe
Historycznie nazwa "shooting brake" odnosi się do kombi powstałych na bazie coupe i Mercedes konsekwentnie utrzymuje, że tak jest i w tym przypadku:
oferowany od 2015 r. na polskim rynku bazuje na klasie CLA, którą sami twórcy z podobną determinacją określają mianem "czterodrzwiowego coupe".
Odkładając na bok delikatną kwestię terminologii muszę obiektywnie przyznać, że
trzecia generacja CLA Shooting Brake na żywo wygląda na kawał auta. Już sedan – wróć! czterodrzwiowe coupe – które od kilku miesięcy da się spotkać na ulicach, zaskakiwało mnie swoimi pokaźnymi wymiarami. Kombi (tak, wiem – shooting brake…) na zewnątrz i w środku dokłada do niego jeszcze po kilkanaście milimetrów w prawie każdą stronę.
Przy 4723 mm długości, 1855 mm szerokości i 1469 mm wysokości oznacza to rozrost o kolejno 35, 25 i 27 cm wobec bezpośredniego poprzednika. Najbardziej zmienił się rozstaw osi – aż o 61 mm, do 2790 mm. W środku miejsca jest więc więcej na długość, choć mniej wszerz. Zmniejszył się również bagażnik (o 30 l, do 455 l), ale za to teraz w wersji elektrycznej dostajemy dodatkowy pojemnik pod maską z przodu (tak zwany "frunk") o pojemności 101 l. Dopuszczalna masa przyczep wynosi 1,8 tony.
W ślad za większymi wymiarami poszedł również bardziej dojrzały design. Rozwinięty został przez schodzącego szefa designu marki Gordena Wagenera w ciekawym kierunku, w którym główną gwiazdą stały się… eee… gwiazdy.
Na zewnątrz i w środku najmniejszych nowości Mercedesa jest ich najwięcej – dokładnie 142 na grillu z przodu, kolejne na światłach z tyłu i aż 158 na ciągnącym się przez całą kabinę (i wpuszczającym cenne światło do wcześniej trochę klaustrofobicznej przez wąskie okna boczne przestrzeni). Wszystkie indywidualnie podświetlane!
Z kabiną musimy spędzić jeszcze więcej czasu, by wydać wiarygodny werdykt, czy ta deska rozdzielcza praktycznie w całości wypełniona przez prostopadle przyklejony tablet z dwoma lub opcjonalnie trzema dużymi ekranami stanowi jakościowy krok w dobrą stronę.
Mercedes z przekonaniem pozycjonuje jednak nowe CLA wyżej. Cen Shooting Brake'a jeszcze nie znamy, ale w przypadku wersji czterodrzwiowej zaczynają się teraz one od 209 900 zł. Za mocną cenę dostajemy jednak mocne napędy elektryczne. CLA Shooting Brake w momencie debiutu dostępny będzie w wersjach 250+ oraz 350, które dysponują kolejno 272 i 354 KM oraz 335 lub 515 Nm.
W obydwu pod podłogą o powiększonym rozstawie osi (teraz już wiecie po co?) pracuje akumulator niklowo-manganowo-kobaltowy o dużej pojemności 85 kWh netto. W połączeniu z absolutnie genialną wydajnością napędu, która została już potwierdzona w testach wersji czterodrzwiowej, oznacza to zasięg na poziomie sięgającym 761 km.
Dzięki technologii szybkiego ładowania, jeśli w trasie trafi się na szybką ładowarkę, to przy odpowiedniej temperaturze akumulatora/powietrza/szczęśliwego układu gwiazd w przeciągu 10 minut uda się uzupełnić energię na kolejne 310 km. Zaintrygowani? Nowe CLA Shooting Brake trafi do polskich salonów w marcu 2026 r.
Nowy Meredes GLB: progres wobec poprzedniego GLB… i EQB
Druga generacja GLB to jeden z tych produktów Mercedesa, który
będzie zastępował dwa modele – w tym przypadku spalinowe GLB pierwszej generacji i elektryczne EQB. Kwestie związane z literką B pozostają jednak niezmienne: dalej oznacza ona największy bagażnik w tym gronie (540 l – mniej o 25 l niż w spalinowym poprzedniku, ale teraz z dodatkowym frunkiem 127 l), regulowaną tylną kanapę i opcję siedmioosobową.
Teraz te przyziemne kwestie zostały nawet jeszcze trochę poprawione: ułatwił się dostęp do tylnych miejsc, doszło więcej miejsca nad głową zarówno dla osób siedzących z przodu, jak i z tyłu (to zasługa nie tylko wyższego nadwozia, ale też standardowego dachu szklanego). Na opcjonalnych fotelach w trzecim rzędzie teraz zmieszczą się osoby o 3 cm wyższe niż w poprzedniku (teraz o wzroście 1,71 m). W sam raz, jeśli akurat o tyle podrosły przez te ostatnie kilka lat.
Kabina co do zasady jest taka sama jak w CLA, choć Mercedes będzie wskazywał, że jest w niej trochę więcej offroadowego charakteru, który jest obiecywany również w pracy układu napędowego.
Wersje napędowe również są te same co w opisywanym CLA Shooting Brake, czyli 250+ oraz 350 o mocy 272 lub 354 KM, momencie obrotowym 335 lub 515 Nm i akumulatorze o pojemności 85 kWh netto. W połączeniu z większą i bardziej pudełkowatą bryłą oznacza to trochę gorsze parametry, ale tylko trochę – nadal są satysfakcjonujące. Zasięg wynosi od 521 do nawet 631 km, a tempo ładowania z szybkich ładowarek sięga 260 km w 10 minut.
Mocniejsza wersja GLB 350 4MATIC przyspiesza przy tym do 100 km/h w 5,5 sekundy… ciekawie musi to wyglądać w praktyce. Na widok ten również musimy poczekać do wiosny 2026 r., gdy do Polski trafią pierwsze egzemplarze. W przypadku tego modelu znamy już za to ceny. Wynoszą one:
- GLB 250+ z technologią EQ (272 KM, zasięg do 630 km): od 248 400 zł
- GLB 350 4MATIC z technologią EQ (354 KM, zasięg do 614 km): od 262 400 zł
Największy problem, jaki widzę dla nowego GLB? Wystarczy tylko trochę więcej przyoszczędzić i dołożyć do…
Nowy, elektryczny Mercedes GLC: zupełnie inny niż spalinowy
Co dość zabawne, w przypadku klasy GLC sytuacja jest dokładnie odwrotna niż przy duecie GLB/EQB. To znaczy: produkowany od 2022 r. SUV na bazie klasy C zostaje póki co w swojej niezmienionej i całkiem udanej formie, tymczasem równolegle koło niego na rynku pojawia się znacząco odbiegający od niego projektem karoserii i tego, co skrywa pod nią model o nazwie "GLC z technologią EQ" – co po mercedesowemu oznacza teraz właśnie wariant elektryczny.
Jedyna dostępna póki co wersja GLC 400 4MATIC jest wyceniona na 319 900 zł, ale poczekaj: daje za te pieniądze dwa silniki elektryczne o łącznej mocy 489 KM i momencie obrotowym 800 Nm (co przekłada się na 4,3 s do 100 km/h) i duży akumulator 94 kWh netto, co z kolei daje 672 km zasięgu. Ładowanie z mocą do 330 kW ma w teorii wystarczyć na naładowanie do 80 proc. w 22 minuty.
Jeśli to do Ciebie nie przemawia, to dobra wiadomość jest taka, że na przestrzeni kolejnych miesięcy pojawią się słabsze i tańsze warianty, a dobrze znane polskim odbiorcom GLC ze spalinowymi napędami dostaną upodabniający je do prezentowanego tutaj elektryka lifting jeszcze przed końcem 2026 r.
Jeśli zastanawiacie się czy to naprawdę dobra wiadomość, to na żywo ten grill do mnie przemówił – robi więcej sensu i sprawia wrażenie bardziej wpasowanego w całość niż na zdjęciach, na których może wyglądać na doklejony na siłę (ale dalej trudno mi sobie wyobrazić na nowej klasie C, gdzie ma trafić w następnej kolejności… oraz następnych modeli, co niedawno zasugerowało
studium Vision Iconic).
Pomijając już kwestię stylu – zaskakujący dla mnie jest fakt, że grill może legalnie dawać tyle światła (w tym przypadku z dokładnie 972 oddzielnych diod – policzone! Zobacz na naszym Instagramie). Ale z drugiej strony, przez lata Mercedesy dawały równie dużo blasku chromem i to do tych czasów właśnie design marki chce teraz w taki futurystyczny sposób wrócić.
Jeśli klimat projektu kabiny chce wrócić do historii, to tej naprawdę odległej – widzę tutaj nawiązania do przedwojennego stylu Art Deco w projekcie wentylacji, głośników czy nawet przycisków regulujących fotelami. Ale widzę też ekran Hyperscreen o przekątnej aż 39,1"… Ogólnie więc wyszło dość steampunkowo. Przynajmniej nikt nie zarzuci tu braku charakteru.
W przyziemnych kwestiach pragmatyzmu elektryczny GLC zapowiada się więcej niż dobrze: osoby na tylnej kanapie mogą liczyć na przestrzeń porównywalną ze spalinowym GLE, przy czym ten tutaj dysponuje jeszcze przewagą płaskiej podłogi ze względu na brak wału pomiędzy osiami.
Bagażnik może nie jest tak duży jak w GLE, ale też naprawdę duży: notuje całe 570 litrów, a pod podłogą znajduje się zaskakująco głęboko przesunięte drugie dno. Podobnie jak w CLA i GLB, również tutaj znajduje się dodatkowa przestrzeń bagażowa z przodu – w tym przypadku frunk liczy całe 128 litrów, czyli zmieści dużo więcej niż tylko skrobaczkę, zmiotkę oraz kable i złączki potrzebne do ładowania.
Z pełną oceną nowości Mercedesa będziemy musieli wstrzymać do możliwości ich testów na drodze, które wykażą realny komfort jazdy oraz prawdziwą jakość wykonania. Ale na ten moment marka z gwiazdą ma naszą uwagę: na nowe sub- i kompaktowe modele ze Stuttgartu warto poczekać.
2026-01-15 - M. Żuchowski
0
Komentarze do:
Pierwszy kontakt z Mercedesami CLA, GLB i GLC: nowe abecadło gwiazdy